do pobrania
techniczne
Płyty winylowe nie staną się już nigdy popularnym nośnikiem muzycznym i cieszyć będą, co najwyżej ucho, a częściej pewnie oko, jedynie wąskiego grona kolekcjonerów, ale jeśli jakiemuś wydawnictwu należał się ten przywilej niejako z urzędu to wybór mógł paść tylko na debiutancki album Analogsów. Przez wielu uważany za najlepszy, a przez wszystkich za niewątpliwie najważniejszy materiał szczecińskiej załogi, była „Oi młodzież” detonatorem dla erupcji ulicznej odmiany polskiego punk-rocka w początkach drugiej połowy lat 90-tych. Pewne emocje związane z tym materiałem są z perspektywy chwili obecnej trudne do zrozumienia, ale wtedy fakt, że jego autorami byli muzycy wyglądający jak ofiary chemoterapii z jednej i wybryków szalonego fryzjera z drugiej strony powodowały zamęt w głowach i różnorodność opinii, od pełnych zachwytu do domagających się postawienia kapeli przed plutonem egzekucyjnym. Tematyka tekstów, w których zamiast walki o prawa zwierząt, feministyczną wizję świata czy kotlet sojowy na każdym talerzu pojawiły się historie rodem z brudnych podwórek okupowanych przez dzieciaki z nienajlepszych rodzin czy też dedykowane bohaterom, których pierwowzory zaczerpnięto raczej ze statystyk kryminalnych niż spośród życiorysów laureatów pokojowej nagrody Nobla wywoływały zgrzyt zębów i wypieki na twarzach scenowych działaczy, którzy „nie o taki punk-rock walczyli”. Dziś próżno szukać podobnej ekscytacji twórczością jakiegokolwiek innego zespołu, a dla kolejnych roczników rebeliantów także sami Analogsi to zgredzi i komercja porównywalna z Mietkiem Foggiem czy Jurkiem Połomskim, ale kawałki takie jak „Nasze ciała”, „Dzieciaki atakujące policję”, „Szczecin” czy „Ulica” wpisały się na zawsze w śpiewnik oi-młodzieży zarówno tej autentycznej jak i lekko już przechodzonej. (Andrzej Kuspiel)








































































